Nadciśnienie – marzec 2006

Jesteśmy tym co jemy” tym przysłowiem rozpoczyna swój komentarz Thomas Pickering omawiając najnowsze stanowisko American Heart Association dotyczące zaleceń dietetycznych, mających na celu obniżenie ciśnienia tętniczego (Hypertension 2006;47:135). Niewątpliwie, rozpowszechniające się złe nawyki żywieniowe i nadmiar kalorii w diecie są podstawową przyczyną epidemii nadciśnienia tętniczego. Dokument AHA wskazuje na modyfikacje zawartości diety o znaczeniu prewencyjnym i leczniczym. Zwykle zwięszony dowóz kalorii łączy się ze zmniejszonym wydatkiem energetycznym. Potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego wśród młodych Amerykanów (JAMA 2005;294:2981). Co więcej, okazuje się, że osoby z małą sprawnością fizyczna, nie tylko mają większą masę ciała ale także częściej występują u nich inne czynniki ryzyka chorób układu krążenia.

O ile nie mamy wątpliwości co do roli otyłości jako czynnika zwiększonego ryzyka sercowo-naczyniowego, o tyle stale toczą się ożywione dyskusje dotyczące przydatności innych wskaźników, zwłaszcza biochemicznych wykładników stanu zapalnego. Interesujących danych dostarcza praca autorów kanadyjskich, którzy analizowali związek pomiędzy ryzykiem wieńcowym a stężeniami CRP, IL-6, SAA i homocysteiny w dużej grupie pacjentów z rozpoznaną chorobą wieńcową (CMAJ 2006;174:479). Uzyskane wyniki nie wskazują aby oznaczanie tych parametrów dostarczało szczególnie cennej „wartości dodanej” dla określenia zagrożenia chorobami układu krążenia. Piszący te słowa także uważa, że wymienione parametry są na pewno wskaźnikami ryzyka, natomiast ich udział skutkowo-przyczynowy nie został wykazany. Co więcej ostatnie badania nad stosowanie witamin w celu zmniejszenia stężenia homocysteiny nie wykazały redukcji ryzyka sercowo-naczyniowego pomimo znaczącego obniżenia stężenia tego aminokwasu.

Wydaje się, że bardziej przekonujące dane dotyczą związku pomiędzy zaburzeniami rytmu dobowego ciśnienia tętniczego a zagrożeniem powikłaniami ze strony układu krążenia. Prospektywne obserwacje prowadzone w miejscowości Ohasama w Japonii pozwalają na wskazanie typu zaburzeń szczególnie zagrożonych udarami mózgu. Omawiając te wyniki w artykule redakcyjnym, Gianfranco Parati i Mariaconsuelo Valentini (Hypertension 2006;47:137), zwracają uwagę, że nadal brak danych czy interwencje farmakologiczne, odwracające zaburzenia rytmu ciśnienia tętniczego zmniejszają ryzyko powikłań narządowych. Warto także zauważyć, że w Europie epidemiologia udarów u chorych z nadciśnieniem tętniczym różni się od obserwowanej w Japonii, gdzie udar występuje w młodszym wieku i częściej obserwuje się krwawienia śródmózgowe.

Wątpliwości zdają się mieć także autorzy artykułu dotyczącego optymalnej strategii nefroprotekcji u pacjentów z przewlekłymi chorobami nerek (Ann Intern Med. 2006;144:213). Bez wątpienia u chorych z białkomoczem postępowaniem najbardziej skutecznym jest stosowanie leków blokujących układ renina-angiotensyna, a warunkiem skutecznej nefroprotekcji jest skuteczna redukcja ciśnienia tętniczego. Dowodzą tego najnowsze badania, nie uwzględnione w analizie, jak REIN 2 czy badanie chińskie z benazeprilem (N Engl J Med. 2006;354:131). W innym cytowanym artykule, prof. Chambers rozwiewa wątpliwości czy stosować inhibitory ACE u pacjentów ze stenozą aortalną (Heart 2006;92:420).

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na artykuł szczególnie polecany wątpiącym i niewierzącym. Od tysiącleci podkreśla się dobroczynne dla zdrowia działanie modlitwy. Autor cytowanego artykułu (J Am Board Fam Med. 2006;19:103) , posługując się nowoczesną metodologią, dowodzi, że regularne praktyki religijne znacząco wydłużają życie. Warto podkreślić, że koszt tej interwencji jest niższy aniżeli stosowanie statyn a korzyści utrzymują się znacznie dłużej, wykraczając poza życie doczesne.

prof. dr hab. med. Zbigniew Gaciong