Status społeczno-ekonomiczny a ryzyko cukrzycy typu 2: implikacje dla dla działań prewencyjnych

Gabriela Spencer Bonilla i wsp. What We Don’t Talk About When We Talk About Preventing Type 2 Diabetes—Addressing Socioeconomic Disadvantage. JAMA Intern Med. 2016;176(8):1053-1054

Do lat siedemdziesiątych XX wieku panowało przekonanie, że choroby sercowo-naczyniowe dotyczą częściej osób z wyżej płatną, bardziej stresującą pracą. Dopiero wyniki badania Whitehall  prowadzonego wśród brytyjskich urzędników wykazały wyższe ryzyko zgonu  sercowo-naczyniowego u mężczyzn  z niższego szczebla hierarchii zawodowej. Kolejne badania potwierdziły  odwrotny związek  takich składowych  statusu społeczno-ekonomicznego jak wykształcenie, dochody i wykonywany zawód z chorobowością (w tym  z powodu cukrzycy) i umieralnością.

Około połowy dorosłych Amerykanów ma cukrzycę lub stan przedcukrzycowy. Chociaż krajowe wskaźniki  zapadalności uległy w ostatnich latach zahamowaniu to nadal rosną one wśród osób o niższym statusie społeczno-ekonomicznym.

Podstawy biologiczne tego związku są szeroko dyskutowane. Czynniki modyfikowalne, jak zła dieta, otyłość, brak aktywności fizycznej czy alkohol mogą tłumaczyć od 1/3 do połowy obserwowanej zależności. Za resztę odpowiadają czynniki takie jak deprywacja materialna i stres z nią związany, poczucie beznadziejności i braku niezależności życiowej. Powodują one przewlekły stres psychologiczny, tzw. obciążenie allostatyczne (allostatic load) – co skutkuje rozwojem wieloukładowych, niekorzystnych zmian w organizmie, w tym  aktywacją układu podwzgórze–przysadka–nadnercza, przewlekłym zwiększeniem stężenia kortyzolu i cytokin prozapalnych czy nasilonym stresem oksydacyjnym.

Autorzy artykułu z cyklu Viewpoint w JAMA Internal Medicine postulują zmianę podejścia do prewencji cukrzycy. Obecnie polega ona na indywidualnym poradnictwie dotyczącym stylu życia, kierowanym do pacjentów  zagrożonych rozwojem cukrzycy (na podstawie badania Diabetes Prevention Program [DPP], w którym  uzyskano redukcję zachorowalności o ponad 50%).

Takie podejście na jednak ograniczenia. Nie są znane  jego rzeczywiste efekty w codziennej praktyce, w szerszej populacji osób z odmiennymi niż w DPP kryteriami wyjściowymi. Wymaga nakładów pracy od klinicystów. Nie oceniono długotrwałej skuteczności takich działań ani ich efektywności kosztowej. Ponadto tego typu interwencja wymaga aktywnego uczestnictwa osób jej poddawanych,  zmiany stylu ich życia bez faktycznej zmiany warunków życia. Osoby  o niskim statusie, najbardziej potrzebujące  prewencji, mogą mieć znikomą styczności z instytucjami ochrony zdrowia, gdzie pomoc mogłyby uzyskać .

Zdaniem autorów  działania prewencyjne o charakterze społeczno-ekonomicznym mają największy potencjał poprawy zdrowia indywidualnego i publicznego.

Opracowano na podstawie: JAMA Internal Medicine, sierpień 2016

Marcin Kargul