Resuscytacja krążeniowo-oddechowa przez świadka zdarzenia w asyście dyspozytora pogotowia ratunkowego

Jerry P Nolan i Jasmeet Soar – Dispatcher-assisted bystander CPR: a KISS for a kiss LINK: lancet 2010;376:1522

Na łamach The Lancet ukazał się komentarz redakcyjny poświęcony problemowi resuscytacji krążeniowo-oddechowej (RKO) przeprowadzanej przez świadków zdarzenia. Wiele z tych osób nie wykonuje oddechów ratowniczych z uwagi na brak przebytego szkolenia w zakresie wentylacji usta-usta. Jest też grupa ludzi, którzy nie rozpoczynają RKO ponieważ wpadają w panikę, obawiają się, że wyrządzą poszkodowanemu krzywdę lub wykonają RKO nieprawidłowo, w konsekwencji choć RKO zwiększa przeżycie 2.5-krotnie, to jest przeprowadzana tylko u 1/3 ofiar nagłego zatrzymania krążenia (NZK).

Pojawiły się w związku z tym głosy, że świadkowie zdarzenia nie szkoleni w zakresie RKO mogliby uzyskiwać od dyspozytorów pogotowia ratunkowego telefoniczne instrukcje. Badania dowodzą, że takie RKO zwiększa przeżycie o 50%. Autorzy komentarza przytaczają w tym kontekście wyniki dwóch metaanaliz Hupfla i wsp.

Pierwsza obejmowała 3 randomizowane badania porównujące RKO prowadzoną przez świadka w asyście dyspozytora, ograniczoną wyłącznie do uciśnięć klatki piersiowej ze standardową RKO (uciśnięcia i oddechy ratownicze). Okazało się, że w analizie zbiorczej tych 3 badań RKO przeprowadzona przez świadka zdarzenia w asyście dyspozytora ograniczona wyłącznie do uciśnięć wiązała się z 22% wzrostem przeżycia do wypisu ze szpitala (iloraz szans 1.22, 95% 1.01-1.46). Liczba chorych, u których należało przeprowadzić RKO, aby uratować jedną osobę wynosiła 41. Jednym z zastrzeżeń wysuwanym przez komentatorów jest fakt, że we wszystkich 3 badaniach standardowa RKO była przeprowadzona w stosunku uciśnięć klatki piersiowej do wentylacji 15:2 zamiast 30:2.

Dlaczego RKO w asyście dyspozytora ograniczona wyłącznie do uciśnięć klatki piersiowej zapewnia lepsze przeżycie niż standardowa RKO? Po pierwsze dlatego, że oddechy ratownicze w pierwszych kilku minutach po NZK są prawdopodobnie niepotrzebne, gdyż płuca zawierają wystarczającą ilość tlenu w chwili NZK. Poza tym u 1/3 ofiar NZK obecne jest łapanie powietrza (gasping). Po drugie, nauka przez telefon oddechów ratowniczych zdenerwowanego świadka zdarzenia jest trudna, czasochłonna i może skutkować całkowitym brakiem uciśnięć.

Druga metaanaliza Hupfla i wsp. 7  obserwacyjnych badań kohortowych porównywała RKO przeprowadzoną przez świadka ograniczoną wyłącznie do uciśnięć ze standardową RKO, bez uwzględniania asysty dyspozytora.  Analiza nie wykazała różnic w przeżyciu do wypisu ze szpitala.

Autorzy komentarza przypominają też ostatnie badanie obserwacyjne z Arizony, w którym wykazano, że wprowadzenie RKO ograniczonej wyłącznie do uciśnięć wiązało się ze wzrostem częstości przeprowadzania RKO przez świadka zdarzenia z 28.2% w 2005  do 39.9% w 2009 roku. Co istotne także całkowite przeżycie wzrosło z 3.7%  do 9.8%.

Jak powinniśmy się odnieść do przedstawionych wyników badań w codziennej praktyce? Komentatorzy są zdania, że jeśli informacje od świadka zdarzenia wskazują na NZK, dyspozytor pogotowia powinien udzielić instrukcji RKO ograniczonej wyłącznie do uciśnięć. Należy jednak pamiętać, że standardowa RKO może przynieść lepsze efekty w NZK w mechanizmie zachłyśnięcia i wówczas gdy czas do przybycia zespołu ratowniczego przekracza 4-6 minut.

Opracowane na podstawie: Lancet / 6 listopada 2010
Justyna Rybicka