Zespół stresu pourazowego i zawodna natura naszej pamięci

Neil Greenberg, Simon Wessely – The dangers of inflation: memories of trauma and post-traumatic stress disorder LINK: Br J Psychiatry 2009;194:479
Każdy z nas może być świadkiem lub uczestnikiem traumatycznego zdarzenia. Wyliczono, że ryzyko takiego zdarzenia dla przykładowego mieszkańca USA na przestrzeni całego jego życia wynosi około 40%. Na szczęście nie każdy rozwija potem zespół stresu pourazowego (ang. post-traumatic stress disorder, PTSD), ale jeśli zespół ten wystąpi, to podobnie jak w przypadku innych poważnych zaburzeń psychicznych, ma on dla pacjenta bardzo poważne konsekwencje.

Zgodnie z amerykańską klasyfikacją DSM-IV uważa się, że aby można było rozpoznać zespół stresu pourazowego, traumatyczna sytuacja powinna być związana „z groźbą utraty życia lub doznania poważnych obrażeń” oraz „z uczuciem bezradności, przerażenia lub strachu”. Z kolei międzynarodowa klasyfikacja ICD-10 podaje, że zdarzenie takie powinno mieć charakter „wyjątkowo groźny lub katastroficzny” oraz „prawie u każdej osoby powodować silną reakcję emocjonalną”.

Lekarz, który rozmawia z pacjentem po traumatycznym przeżyciu, zmuszony jest polegać głównie na relacji pochodzącej od tegoż właśnie pacjenta, i to zarówno w odniesieniu do przebiegu zdarzenia, jak i reakcji pacjenta na to zdarzenie. Nawet, gdy omawiane wydarzenie jest powszechnie znane, uzyskane od pacjenta informacje o roli, jaką odegrał w tym zdarzeniu i o intensywności jego reakcji są nadal niezbędne dla lekarza próbującego postawić właściwe rozpoznanie. Czy relację pacjenta należy jednak przyjmować bezkrytycznie?

W ostatnim numerze The British Journal of Psychiatry znaleźć można wyniki badania przeprowadzonego na grupie 532 Norwegów, którzy doświadczyli w 2004 roku katastroficznego ataku tsunami. Uczestnicy byli badani najpierw 6 miesięcy po katastrofie, a następnie po upływie 2 lat. Okazało się, że wraz z upływem czasu w relacjach większości uczestników istotnie zwiększyło się poczucie intensywności grożącego im wówczas niebezpieczeństwa. Zjawisko to było niezależne od typu osobowości, czynników demograficznych czy też wielkości niebezpieczeństwa, z jakim uczestnik badania miał podczas tsunami do czynienia.

Osoby, u których doszło do agrawacji poczucia zagrożenia, po 2 latach nie odczuwały żadnej zmiany, jeśli chodzi o występowanie objawów PTSD. Natomiast osoby, u których po 2 latach nie stwierdzono wzrostu poczucia zagrożenia, zgłaszały badaczom wyraźne zmniejszenie intensywności objawów PTSD.

Autorzy komentarza redakcyjnego zauważają, że uzyskane wyniki zdają się potwierdzać hipotezę istnienia tzw. późnego PTSD, czyli sytuacji, gdy zespół stresu pourazowego rozwija się z pewnym opóźnieniem, co związane może być, przynajmniej częściowo, ze wzmocnieniem intensywności odczuwanego wcześniej zagrożenia. Mogłoby to tłumaczyć, dlaczego późny PTSD jest tak oporny na leczenie.

Przede wszystkim jednak, jak podkreślają autorzy komentarza, wyniki badania stawiają pod znakiem zapytania kryteria diagnostyczne PTSD. Ich zdaniem lekarz do zebranego wywiadu powinien podchodzić krytycznie, tak jak historyk, który zbierając relacje naocznych świadków, szuka zawsze dla faktów jakiegoś dodatkowego potwierdzenia.

Opracowane na podstawie: British Journal of Psychiatry / 2009-06-17